Dwa podpisy w jednej ofercie — i zamawiający ma problem, którego nie powinien mieć

W zamówieniach publicznych obowiązują dwa reżimy formalne, które rządzą się zupełnie innymi zasadami. Granicą jest próg unijny. Powyżej niego — ofertę, pełnomocnictwo i oświadczenia trzeba podpisać wyłącznie podpisem kwalifikowanym. Nie ma alternatywy, nie ma wyjątków. Podpis zaufany na ofercie w takim postępowaniu oznacza jej nieważność, a wada ta nie podlega naprawie. Poniżej progu unijnego — a więc w postępowaniach krajowych — ustawa celowo poszerza katalog i dopuszcza trzy równoważne rodzaje podpisów: kwalifikowany, zaufany i osobisty. Wykonawca wybiera ten, który mu odpowiada.

To rozróżnienie jest fundamentalne, a mimo to regularnie się gubi. W dyskusjach branżowych, na forach, w komentarzach pod postami — wciąż pojawiają się głosy, że „tylko kwalifikowany jest ważny”. I w postępowaniach unijnych to prawda. Natomiast przenoszenie tej zasady na postępowania krajowe to błąd, który w praktyce prowadzi do bezpodstawnego odrzucania ofert.

Źródło tego błędu tkwi najczęściej w Kodeksie cywilnym. W KC „forma elektroniczna” to postać elektroniczna opatrzona podpisem kwalifikowanym — i tylko kwalifikowanym. Wielu praktyków czyta ten przepis i automatycznie zakłada, że tak samo jest w zamówieniach. Tyle że Pzp w postępowaniach krajowych świadomie odchodzi od KC i wprowadza własną, szerszą formułę. Obok formy elektronicznej dopuszcza „postać elektroniczną opatrzoną podpisem zaufanym lub osobistym” — a to zupełnie inna kategoria prawna. Kto tego nie rozróżnia, łatwo wpada w pułapkę.

Drugie źródło zamieszania to mylenie oferty z umową. Umowę o zamówienie publiczne rzeczywiście trzeba podpisać kwalifikowanym — tu KC ma pełne zastosowanie. Ale oferta to nie umowa. Oferta w postępowaniu krajowym rządzi się własnym przepisem, który jest od KC szerszy. I to jest dokładnie ten moment, w którym część komentujących traci wątek — widzą wymóg podpisu kwalifikowanego dla umowy i przenoszą go na ofertę, choć przepisy mówią co innego.

Wracając do sytuacji, która wywołała dyskusję. Pełnomocnik podpisuje ofertę profilem zaufanym. Pełnomocnictwo notarialne ma podpis kwalifikowany notariusza — bo tak działa pełnomocnictwo notarialne w wersji elektronicznej, notariusz z natury rzeczy nie podpisuje dokumentów profilem zaufanym. W postępowaniu krajowym oba podpisy są prawidłowe. Przepisy nie zawierają wymogu, żeby wszystkie pliki w jednej ofercie nosiły ten sam rodzaj podpisu — każdy dokument ocenia się osobno. A podpis kwalifikowany na pełnomocnictwie to forma „mocniejsza” niż wymagana, więc z naddatkiem spełnia to, co ustawa wymaga od dokumentów w postępowaniu krajowym.

Zamawiający nie może też ograniczyć wykonawcy, wpisując w SWZ wymóg wyłącznie podpisu kwalifikowanego. Prawo wyboru między trzema rodzajami podpisów wynika wprost z ustawy — zamawiający nie ma kompetencji, żeby je zawężać. Jeśli mimo to odrzuci ofertę podpisaną zaufanym, wykonawca ma pięć dni na wniesienie odwołania do KIO. Takie sprawy już trafiały przed Izbę i Izba konsekwentnie nakazywała unieważnienie odrzucenia.

Jest natomiast jedno zastrzeżenie, o którym warto pamiętać niezależnie od rodzaju podpisu. Podpis — zaufany, kwalifikowany czy osobisty — musi być złożony bezpośrednio na pliku oferty, nie tylko na formularzu transmisyjnym platformy zakupowej. I musi być weryfikowalny. Jeśli zamawiający sprawdza podpis odpowiednimi narzędziami i konsekwentnie dostaje wynik negatywny — to już nie jest kwestia rodzaju podpisu, tylko jego technicznej poprawności. Ryzyko w takim przypadku ponosi wykonawca.

Całość sprowadza się do jednego rozróżnienia. Postępowanie krajowe (poniżej progu unijnego): trzy podpisy do wyboru, można je mieszać w jednej ofercie, zamawiający nie może ograniczać w SWZ. Postępowanie unijne (od progu w górę): wyłącznie podpis kwalifikowany, na wszystkim — ofercie, pełnomocnictwie, oświadczeniach. Podpis zaufany lub osobisty w takim postępowaniu dyskwalifikuje ofertę.

#zamówieniapubliczne #podpiselektroniczny #podpiszaufany #pzp #przetargi

Ostatnie wpisy