Zamawiający szacuje zakres podstawowy na 2 200 000 zł netto, przewiduje zamówienia podobne na 1 100 000 zł netto i wpisuje do protokołu 3 300 000 zł netto. Ogłasza przetarg wyłącznie na zakres podstawowy, bo tylko ten wykonawcy wyceniają. Wpływa oferta za 2 500 000 zł brutto.
Policzona od kwoty podstawowej powiększonej o podatek w stawce 23%, czyli od 2 706 000 zł, oferta jest niższa o niespełna osiem procent. Policzona od pełnej wartości szacunkowej z podatkiem, czyli od 4 059 000 zł, schodzi poniżej progu 2 841 300 zł i różnica sięga ponad 38%.
W pierwszym ujęciu wezwanie do wyjaśnień pozostaje uznaniowe. W drugim staje się obowiązkiem, którego zaniechanie stanowi naruszenie.
Litera przepisu prowadzi do kwoty pełnej
Ustawa nakazuje zestawić cenę całkowitą oferty złożonej w terminie z wartością zamówienia powiększoną o podatek i ustaloną przed wszczęciem postępowania albo ze średnią arytmetyczną cen ofert niepodlegających odrzuceniu na wskazanych podstawach. Zejście o co najmniej trzydzieści procent poniżej choćby jednego z mierników rodzi obowiązek wezwania, chyba że rozbieżność wynika z okoliczności oczywistych.
Wartość zamówienia przy rażąco niskiej cenie nie ma w ustawie osobnej definicji. Odsyła więc do tej samej liczby, którą zamawiający wyliczył przed wszczęciem postępowania, sprawdzając relację do progów unijnych. A przepisy o szacowaniu każą do niej doliczyć wartość przewidywanych zamówień podobnych oraz największy możliwy zakres opcji i wznowień. Czytana dosłownie, wartość zamówienia przy rażąco niskiej cenie obejmuje zatem podstawę pełną.
Urząd Zamówień Publicznych wskazywał kierunek odwrotny
Pod rządami poprzedniej ustawy, przy analogicznie zbudowanym przepisie, Urząd zajął stanowisko przeciwne. Wskazał, że wartość zamówień uzupełniających należy oddzielić od wartości zamówienia podstawowego, ponieważ ich udzielenie i zakres zależą od późniejszej woli zamawiającego i nie dotyczą postępowania, w którym bada się oferty. Ten sam dokument dodaje, że przy zamówieniu dzielonym na części porównuje się cenę oferty na daną część z wartością tej części, nie zaś z wartością zsumowaną. Urząd powołał wspierające to orzeczenie Izby.
Ta opinia figuruje dziś w zbiorze archiwalnym i odnosi się do nieobowiązującej ustawy. Odpowiednika wydanego pod obecną ustawą brakuje, podobnie jak rozstrzygnięcia Izby czy sądu, które przesądzałoby ten punkt na gruncie aktualnych przepisów. Wartość zamówienia przy rażąco niskiej cenie pozostaje więc pojęciem, wokół którego wykładnia językowa i wykładnia celowościowa rozchodzą się w przeciwne strony.
Ryzyko rozkłada się nierówno między obie ścieżki
Konsekwencje wyboru nie są symetryczne. Wezwanie wysłane w sytuacji wątpliwej kosztuje kilka dni procedury i nie przesądza o niczym, bo próg uruchamia jedynie postępowanie wyjaśniające, a ciężar wykazania realności ceny spoczywa na wykonawcy. Zaniechanie wezwania, uznane później za bezpodstawne, prowadzi do unieważnienia czynności wyboru i powrotu do badania ofert, niekiedy po wielu miesiącach. Odrzucenie oferty bez wcześniejszego wezwania stanowi zaś wadę samą w sobie.
Wartość zamówienia przy rażąco niskiej cenie bezpieczniej jest wyliczyć w dwóch wariantach jeszcze przy szacowaniu i zapisać oba w protokole obok kwoty przeznaczonej na sfinansowanie zamówienia. Gdy tylko szersza podstawa wskazuje na przekroczenie progu, zamawiający albo kieruje wezwanie, albo pisemnie uzasadnia, dlaczego uznał je za zbędne. Niezależnie od tego sporu obowiązek wezwania powstaje też wtedy, gdy sama treść oferty budzi wątpliwości co do możliwości wykonania zamówienia, a wtedy żadne progi nie mają znaczenia.
#zamówieniapubliczne #rażąconiskacena #pzp #wartośćzamówienia #przetargi




