Wykonawca przestaje nosić do każdego przetargu ten sam plik zaświadczeń, a jednostka zaczyna pokazywać swoje umowy całej Polsce. Te dwie zmiany nie mają wspólnego źródła, ale wpadają w ten sam miesiąc i razem przestawiają zwrotnicę na rynku zamówień. Warto wejść w drugą połowę roku przygotowanym, a nie zaskoczonym.
Dwie ustawy, które powstały niezależnie od siebie, spotykają się w jednym miesiącu i razem przestawiają codzienność rynku zamówień. Jedna otwiera umowy publiczne na widok każdego obywatela, druga pozwala wykonawcom zrzucić w kąt worek zaświadczeń. Zmiany w PZP w lipcu 2026 warto poznać razem, bo dotykają obu stron przetargu w odstępie zaledwie kilku dni.
1 lipca 2026 startuje Centralny Rejestr Umów jednostek sektora finansów publicznych. Od tego dnia informacja o każdej umowie stanowiącej zamówienie publiczne trafia do publicznego systemu prowadzonego przez Ministra Finansów. Dostęp ma każdy, bez logowania i bez opłaty. Ustawodawca zniósł próg wartości w całości, więc faktura na materiały biurowe podlega rejestracji tak samo jak wielomilionowy kontrakt na roboty budowlane.
Po stronie zamawiającego rośnie jawność
Dla jednostki ten obowiązek oznacza nową rutynę. Każdą umowę trzeba opisać konkretnie, a nie ogólnikowo, bo rejestr ma realnie pokazywać, na co idą publiczne pieniądze. Odpowiedzialność za terminowość i poprawność wpisu spoczywa na kierowniku jednostki, choć danych nie musi wprowadzać osobiście. Jego rolą jest tak ułożyć obieg dokumentów, żeby informacje trafiały do systemu kompletne i na czas. Zmiana wprowadzona aneksem również wymaga aktualizacji w wyznaczonym terminie, więc proces nie kończy się w dniu podpisania umowy. Zostały wyłączenia pozwalające nie publikować części danych, na przykład w razie tajemnicy przedsiębiorstwa, ale stosuje się je wąsko i trzeba udokumentować podstawę.
11 dni dzieli oba wejścia w życie, a druga zmiana adresuje zupełnie inną bolączkę. 12 lipca 2026 zaczyna obowiązywać zasadnicza część przepisów o certyfikacji wykonawców, opartej na odrębnej ustawie z 2025 roku. To rozwiązanie nowe, dlatego warto je zrozumieć, zanim pojawi się w pierwszych postępowaniach.
Po stronie wykonawcy znika biurokracja
Certyfikacja wykonawców opiera się na prostym pomyśle. Akredytowany podmiot certyfikujący sprawdza sytuację wykonawcy i wydaje urzędowe potwierdzenie, którym ten posługuje się w kolejnych przetargach. Powstają dwa rodzaje certyfikatów, jeden potwierdza brak podstaw wykluczenia, drugi zdolność do należytego wykonania zamówienia w określonym zakresie. Wykonawca z certyfikatem składa go zamiast odpowiednich dokumentów, a zamawiający nie może w tym zakresie żądać innych zaświadczeń. Certyfikat wydaje się na okres od roku do trzech lat, więc raz zweryfikowana sytuacja pracuje na wykonawcę przez dłuższy czas. Akredytacji podmiotom certyfikującym udziela Polskie Centrum Akredytacji, a informacje o wydanych certyfikatach trafiają do ogólnodostępnej bazy, w której zamawiający sprawdzi zakres i ważność.
Certyfikacja pozostaje dobrowolna i to przesądza o jej charakterze. Kto woli starą drogę, nadal składa dokumenty w każdym postępowaniu. Zmiany w PZP w lipcu 2026 nie zmuszają więc do niczego nowego po stronie wykonawcy, tylko otwierają szybszą ścieżkę obok dotychczasowej. Co ciekawe, certyfikatem można posłużyć się także w zakupach prowadzonych poza ustawą, również tych poniżej progu 170 000 zł.
Dwa ruchy w jednym miesiącu
Patrząc na oba rozwiązania razem, widać spójny kierunek. Jedna strona rynku zyskuje przejrzystość, druga oszczędza czas. Zamawiający otwiera swoje umowy na kontrolę obywateli, wykonawca przestaje powielać te same formalności przy każdej ofercie. Zmiany w PZP w lipcu 2026 nie są kosmetyką, bo wymuszają realne przeorganizowanie pracy w jednostkach i dają firmom narzędzie, które może przesądzić o sprawniejszym starcie w przetargu. Kto przygotuje obieg dokumentów i przemyśli certyfikację z wyprzedzeniem, ten wejdzie w drugą połowę roku spokojnie, a nie w biegu.
#noweprzetargi #zamowieniapubliczne #pzp #centralnyrejestrumow #certyfikacjawykonawcow




