Wystarczy, że w Dzienniku Ustaw pojawi się świeże obwieszczenie z jednolitym tekstem ustawy, a w środowisku zamówieniowym natychmiast wraca to samo nieporozumienie. Ktoś zauważa zmianę pozycji, ktoś inny dopowiada, że nowy akt „wchodzi w życie po miesiącu”, i już rodzi się przekonanie, że trzeba liczyć jakieś terminy. To właśnie ten odruch, liczenie vacatio legis tam, gdzie nie ma czego liczyć, jest sednem sprawy.
16 czerwca 2026 r. ukazało się obwieszczenie Marszałka Sejmu z 27 maja 2026 r. w sprawie jednolitego tekstu Prawa zamówień publicznych, opublikowane pod poz. 793. Zastąpiło poprzednie obwieszczenie z 2024 r. Dla kogoś, kto pracuje na ustawie na co dzień, to sygnał banalny: podmień plik, zaktualizuj zakładkę, sprawdź, czy odsyłasz do aktualnego źródła. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś bierze to obwieszczenie za nowelizację i pyta, od kiedy obowiązują „nowe przepisy”.
Skąd bierze się złudzenie nowych przepisów
Tekst jednolity nie jest nową ustawą i nowych norm nie ustanawia. Sporządza się go według stanu prawnego z dnia wskazanego w obwieszczeniu, więc odzwierciedla prawo takim, jakim ono już jest, a nie kształtuje je na nowo. Marszałek Sejmu zbiera rozsiane po kolejnych nowelizacjach zmiany i podaje całość w jednym, scalonym dokumencie. Żaden obowiązek przez to nie powstaje ani nie znika. Zamawiający, który prowadził postępowanie dzień przed publikacją, prowadzi je dzień później według dokładnie tych samych reguł.
Tu właśnie pęka rozumowanie o vacatio legis. Ten okres ma sens przy aktach, które wprowadzają coś nowego i dają adresatom czas na przystosowanie, zanim norma zacznie wiązać. Obwieszczenie z tekstem jednolitym nie wnosi żadnej nowej treści, więc nie ma czego odraczać. Funkcjonuje od dnia ogłoszenia jako oficjalne, wiarygodne brzmienie ustawy. Doliczanie miesiąca od publikacji jest tu zwyczajnie bezprzedmiotowe.
Jest jeszcze drugie dno, które bywa źródłem zamieszania. Zasady techniki prawodawczej dopuszczają, by w tekście jednolitym ująć także zmiany już ogłoszone, lecz jeszcze nieobowiązujące, takie które wejdą w życie po dniu wydania obwieszczenia. Dlatego bazy prawne potrafią opisywać aktualny tekst jako wersję obowiązującą w określonym przedziale czasu. To nie znaczy, że samo obwieszczenie cokolwiek włącza w danym dniu. Zmienione brzmienie zaczyna wiązać w swoim własnym terminie, niezależnym od daty publikacji jednolitego tekstu.
Co naprawdę wisi nad rynkiem zamówień
Pomylenie tych dwóch rzeczy staje się groźne, gdy obok porządkowania tekstu szykuje się prawdziwa zmiana prawa. A szykuje się. Rządowe Centrum Legislacji udostępniło projekt nowelizacji Pzp, który ma podnieść wpisy od odwołań, przebudować instytucję rażąco niskiej ceny i odciążyć Krajową Izbę Odwoławczą. Uchwalenie zaplanowano na ostatni kwartał 2026 r. Te przepisy, kiedy już powstaną, dostaną własny okres dostosowawczy, bo tworzą nowe normy i naprawdę zmieniają sytuację stron postępowania.
Wyobraźmy sobie praktyka, który czyta dziś nagłówek o nowym tekście jednolitym i notuje sobie w głowie: za miesiąc nowe wpisy od odwołań. Sklejił dwie odrębne sprawy w jedną, która nie istnieje. Tekst jednolity poz. 793 jedynie porządkuje stan obecny. Reforma wpisów i rażąco niskiej ceny dopiero jest przed nami i rządzi się swoim kalendarzem. Kto te dwie warstwy rozdziela, ten nie buduje procedur na zdarzeniu, do którego jeszcze nie doszło.
Na koniec rzecz drobna, a oszczędzająca nerwów przy każdym kolejnym obwieszczeniu. Zanim ktokolwiek zacznie liczyć terminy, niech sprawdzi rodzaj aktu w Dzienniku Ustaw. Tytuł „obwieszczenie w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu” oznacza uporządkowanie tego, co już obowiązuje, i żadne terminy wejścia w życie wtedy nie biegną. Dopiero tytuł „ustawa o zmianie ustawy” otwiera rozmowę o vacatio legis i o tym, co realnie się zmieni.
#noweprzetargi #zamowieniapubliczne #pzp #tekstjednolity #kio




