Czy zdalne KIO zmieni układ sił na rynku usług prawnych?


Od 13 marca 2026 r. rozprawy przed Krajową Izbą Odwoławczą będą mogły odbywać się zdalnie. Eksperci zgodnie chwalą tę zmianę – ale czy ktoś zastanowił się, co to oznacza dla rynku pełnomocników?

Zacznijmy od faktów:

Dotychczasowy model generował bariery. Obowiązek osobistego stawiennictwa w Warszawie oznaczał dojazd z całej Polski, często dzień wcześniej, nocleg, wyżywienie, oczekiwanie na wokandzie, powrót.

Dla pełnomocnika spoza Warszawy kalkulacja była jasna: albo doliczasz koszty logistyczne do rachunku klienta (i stajesz się droższy od stołecznej konkurencji), albo obniżasz własną marżę. Albo rezygnujesz ze sprawy.

To nie teoria – wystarczy spojrzeć na lokalizacje kancelarii specjalizujących się w PZP. Bliskość siedziby KIO od lat stanowiła przewagę konkurencyjną.

Od marca 2026 r. ta bariera znika.

I tu pojawia się pytanie, którego nikt w branży publicznie nie stawia: czy to zmieni strukturę rynku usług prawnych w zamówieniach publicznych?

W dostępnych publikacjach kancelarii, wypowiedziach ekspertów i artykułach branżowych trudno znaleźć bezpośrednie odniesienia do wpływu zdalnych rozpraw na konkurencję między kancelariami czy możliwy spadek cen usług.

Debata koncentruje się wyłącznie na korzyściach dla wykonawców. Perspektywa rynku usług prawnych – cisza.

A przecież podstawowa logika ekonomiczna jest prosta: gdy znikają bariery wejścia na rynek, rośnie konkurencja. Gdy rośnie konkurencja, pojawia się presja na ceny. To nie opinia – to mechanizm, który działa w każdej branży.

Pełnomocnik z Gdańska, Krakowa czy Katowic będzie mógł reprezentować klienta przed KIO bez wychodzenia z biura – na równych zasadach z warszawskimi kancelariami. Włącza komputer, prowadzi rozprawę, wyłącza komputer. Żadnych noclegów, żadnych pociągów, żadnego straconego dnia.

Czy to oznacza automatyczny spadek cen? Niekoniecznie. I tu ważne zastrzeżenie.

Cena nie jest jedynym – ani nawet najważniejszym – czynnikiem wyboru pełnomocnika.

Przewaga doświadczonych kancelarii wynika z wiedzy, nie z kodu pocztowego. Znajomość linii orzeczniczych KIO budowana latami, specjalizacja branżowa, umiejętność prowadzenia dynamicznego postępowania – tego nie zastąpi sam zdalny dostęp. Postępowanie przed KIO ma swoją specyfikę, gdzie doświadczenie i znajomość realiów Izby bywają kluczowe.

Rynek usług prawnych w zamówieniach publicznych to nie rynek produktów standardowych. Liczy się wiedza, doświadczenie, skuteczność. I to się nie zmieni.

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko się mówi – behawioralny.

Wyjazd na rozprawę do Warszawy to nie tylko koszt. To także przerwanie rutyny – a rutyna nie każdemu ciąży jednakowo. Dla urzędnika, który dzień w dzień pracuje w tym samym budynku, delegacja do stolicy bywa momentem oddechu. Inna przestrzeń, inna dynamika, chwila poza utartym schematem. Dla pełnomocnika z mniejszego ośrodka – okazja do wyjścia poza codzienny rytm kancelarii.

To też wymiar społeczny, którego nie da się przenieść na ekran. Korytarz przed salą rozpraw to nieformalna przestrzeń wymiany doświadczeń. Rozmowy między pełnomocnikami, krótkie konsultacje, obserwacja jak inni prowadzą sprawy. Dla młodszych prawników – szansa na naukę przez obecność. Dla doświadczonych – okazja do podtrzymania relacji środowiskowych. Te interakcje budują kapitał zawodowy, który trudno zmierzyć, ale który realnie wpływa na rozwój kompetencji i pozycję w branży.

To nie jest argument przeciwko zdalnym rozprawom. To obserwacja: wyjazd na KIO miał w sobie element wyjątkowości. Był wydarzeniem, nie tylko zadaniem do wykonania.

Zdalne rozprawy ten element usuwają. Postępowanie staje się częścią zwykłego dnia roboczego. Dla większości to ułatwienie. Ale warto zauważyć, że zmiana dotyczy nie tylko logistyki – także sposobu, w jaki uczestnicy postrzegają i przeżywają udział w sprawie.

Jedno jednak pozostaje faktem: obniżenie barier wejścia otwiera rynek dla większej liczby graczy. A gdy więcej graczy wchodzi do gry, rynek się zmienia. Może nie będzie to rewolucyjne. Może nie od razu. Ale zmienia.

Dla wykonawców i zamawiających to może oznaczać szerszy wybór pełnomocników. Dla kancelarii regionalnych – łatwiejszy dostęp do rynku, który dotąd wymagał dodatkowych nakładów. Dla kancelarii stołecznych – konieczność konkurowania czymś więcej niż lokalizacją.

📌 To nie jest przepowiednia. To hipoteza oparta na podstawowych mechanizmach ekonomicznych, których branża – z różnych powodów – publicznie nie komentuje.

Rynek zweryfikuje te założenia po wejściu przepisów w życie i po funkcjonowaniu systemu. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy i jak zmieniła się struktura rynku oraz warunki świadczenia usług prawnych w obszarze zamówień publicznych.

Na razie warto zadać sobie pytanie: jeśli znikają bariery, a konkurencja rośnie – kto na tym zwykle zyskuje?

#pzp #kio #zamówieniapubliczne #zdalnekio #konkurencja #rynek #przetargi

Ostatnie wpisy