
Ten temat wraca w grupach zamówieniowych z regularnością, której mogłaby pozazdrościć niejedna nowelizacja PZP. Ktoś wrzuca pytanie, pod spodem w ciągu godziny narasta dwadzieścia komentarzy — i każdy ma rację, i nikt nie ma pewności. Dokładnie tak wygląda dyskusja o art. 448 PZP w kontekście umów na dokumentację projektową z nadzorem autorskim: praktycy dzielą się na obozy, argumenty się krzyżują, a rozstrzygającego głosu brak.
Stan faktyczny jest prosty i powtarza się w tysiącach postępowań w całej Polsce. Umowa na dokumentację projektową — realizacja w 6 miesięcy, płatność 90% po odbiorze. Do tego nadzór autorski — rozciągnięty na kolejne 4–5 lat, bo tyle trwa budowa, z pozostałymi 10% wynagrodzenia. Art. 448 PZP daje zamawiającemu 30 dni od wykonania umowy na zamieszczenie ogłoszenia w BZP. Jedno zdanie, żadnych wyjątków. I nagle proste pytanie: „od kiedy liczyć te 30 dni?” staje się problemem, na który — uwaga — nikt nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Ani ustawodawca, ani KIO, ani nawet UZP wprost.
Sam przepis nie zmienił się od 1 stycznia 2021 roku — nawet przy okazji podwyższenia progu do 170 000 PLN, które weszło w życie 1 stycznia 2026 r. Żadnych doprecyzowań, żadnych wytycznych co do momentu powstania obowiązku. Ustawodawca najwyraźniej uznał, że „wykonanie umowy” to pojęcie na tyle oczywiste, że nie wymaga wyjaśniania. Tyle że w przypadku umów łączących dwa zupełnie różne świadczenia — jedno konkretne (dokumentacja jako dzieło) i jedno warunkowe (nadzór autorski, który aktualizuje się dopiero wtedy, gdy inwestor wezwie projektanta na budowę) — ta oczywistość rozpływa się błyskawicznie.
Urząd Zamówień Publicznych zabierał głos w tej sprawie dwukrotnie — i za każdym razem nieco inaczej. Główna myśl jest taka: nie trzeba czekać na zakończenie wszystkiego. Liczy się moment wykonania tego, co w umowie najważniejsze — czyli świadczenia głównego. Praktycznie oznacza to, że termin 30 dni powinien biec od dnia podpisania protokołu odbioru. UZP mówi wprost: nie czekaj na gwarancję, nie czekaj na rękojmię. I w wielu sytuacjach — przy dostawach, prostych usługach — to działa bez zarzutu.
Problem pojawia się przy próbie ustalenia, czym właściwie jest „świadczenie główne” w umowie, która łączy dokumentację z nadzorem autorskim. Bo ten sam UZP we wcześniejszej opinii stwierdził wyraźnie, że nadzór autorski nie stanowi odrębnego przedmiotu zamówienia od prac projektowych — to integralna całość. Teza ta znalazła potwierdzenie w orzecznictwie KIO. Mamy więc paradoks: z jednej strony nadzór jest nieodłączną częścią umowy, z drugiej — mamy czekać tylko na „świadczenie główne”. Da się to pogodzić, ale wymaga interpretacji, której UZP wprost nie przeprowadził.
W praktyce wykształciły się cztery podejścia — każde ma swoją logikę i swoje ryzyko. Pierwsze zakłada publikację ogłoszenia dopiero po zakończeniu całej umowy, łącznie z nadzorem. Rozumowanie jest proste: art. 448 mówi o „wykonaniu umowy”, nie o wykonaniu „głównego świadczenia”. Skoro umowa obejmuje i dokumentację, i nadzór, to dopóki nadzór trwa — umowa nie jest wykonana. Ciężko się z tym spierać na gruncie samego przepisu. Problem w tym, co to oznacza w praktyce: ogłoszenie o umowie wartej miliony pojawi się w BZP dopiero po pięciu, a bywa że i siedmiu latach od jej zawarcia. Jawność zamówień publicznych zamienia się wówczas w jawność z wieloletnim opóźnieniem, a wykonawca przez cały ten czas nie ma quasi-referencji z BZP.
Drugie podejście — publikacja po dokumentacji, a potem korekta ogłoszenia — ma pewne oparcie w przepisach, ale budzi wątpliwości praktyczne. Art. 448 odsyła do zasad publikacji ogłoszeń w BZP, a wśród nich jest prawo zamawiającego do zmiany każdego zamieszczonego ogłoszenia — w tym ogłoszenia o wykonaniu umowy. Formalnie więc podstawa prawna do korekty istnieje. W praktyce jednak platforma e-Zamówienia nie udostępnia dedykowanej ścieżki korekty tego typu ogłoszenia, a komentarze prawnicze skupiają się na ogłoszeniach proceduralnych. Zamawiający, który zdecyduje się na tę drogę, powinien liczyć się z pytaniami ze strony kontrolujących — choć postawienie mu zarzutu braku podstawy prawnej byłoby trudne do obronienia.
Trzecie podejście proponuje jedno ogłoszenie po wypłacie całego wynagrodzenia. Logika jest taka: skoro zamówienie publiczne to z definicji umowa odpłatna, to „wykonanie umowy” powinno oznaczać wykonanie obowiązków obu stron — nie tylko wykonawcy, ale i zamawiającego, który musi zapłacić. Sam UZP stosuje takie podejście do umów kredytu i leasingu — termin liczy się tam od spłaty ostatniej raty. Zaletą jest to, że zamawiający publikuje ogłoszenie ze wszystkimi danymi — zna ostateczną kwotę, rozstrzygnięte są spory o kary umowne. Wada ta sama co w pierwszym wariancie — czekamy latami.
Czwarte podejście zakłada, że dokumentacja to świadczenie główne — i publikuje ogłoszenie od razu po jej odbiorze. Tu argumentacja idzie tak: nadzór autorski to w gruncie rzeczy coś podobnego do gwarancji. Nie wiadomo, czy i kiedy zamawiający z niego skorzysta, bo aktualizuje się dopiero na wezwanie inwestora w trakcie budowy. Dokumentacja stanowi 90% wynagrodzenia i jest konkretnym dziełem — natomiast w orzecznictwie Sądu Najwyższego wprost stwierdzono, że nadzór autorski dziełem nie jest, lecz zobowiązaniem starannego działania. A skoro UZP mówi, żeby nie czekać na gwarancję — to analogicznie nie trzeba czekać na nadzór. Zaleta: ogłoszenie pojawia się szybko i od razu działa jako quasi-referencja. Wada: dane są niepełne, bo zamawiający nie zna jeszcze końcowej kwoty za nadzór.
Warto wiedzieć, że orzecznictwa wprost o art. 448 w kontekście dokumentacji z nadzorem po prostu nie ma. KIO rozpatruje odwołania wobec czynności w postępowaniu o udzielenie zamówienia — a obowiązek publikacji ogłoszenia o wykonaniu umowy powstaje lata po zakończeniu postępowania. Nikt nie ma możliwości zaskarżenia spóźnionego ogłoszenia. Orzeczenia dotyczące nadzoru autorskiego, które pojawiają się w bazie KIO, dotyczą zupełnie czego innego — dopuszczalności trybu z wolnej ręki na etapie udzielania zamówienia, nie momentu publikacji ogłoszenia po jego realizacji.
Terminowość ogłoszeń sprawdzają za to regionalne izby obrachunkowe — i robią to coraz intensywniej. W jednej z gmin małopolskich kontrola z 2025 roku ujawniła aż pięć przypadków naruszenia art. 448, z opóźnieniami sięgającymi 11 miesięcy. Inne izby w kontrolach z lat 2024–2025 potwierdzają ten sam wzorzec: zamawiający masowo spóźniają się z publikacją lub nie zamieszczają ogłoszeń w ogóle, uzupełniając braki dopiero w trakcie kontroli. Żadna z tych kontroli nie dotyczyła wprost problemu dokumentacja + nadzór, ale ich intensywność pokazuje, że bierność nie jest opcją.
Jest tu jednak pewien niuans, na który zwraca uwagę piśmiennictwo naukowe: ustawa o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych przewiduje karę za niezamieszczenie ogłoszenia — ale nie za zamieszczenie go po terminie. Mówiąc prościej: kto nie opublikował ogłoszenia wcale, ten naruszył dyscyplinę. Kto opublikował z opóźnieniem — przynajmniej w świetle literalnego brzmienia przepisu — formalnie nie.
Skoro ustawodawca milczy, orzecznictwa brak, a doktryna jest podzielona — pozostaje zarządzanie ryzykiem na własną rękę. Najskuteczniejszym narzędziem jest klauzula umowna. Warto już na etapie przygotowania postępowania wpisać do wzoru umowy jedno zdanie definiujące, co strony rozumieją przez „wykonanie umowy” na potrzeby art. 448 PZP — np.: „Za moment wykonania umowy w rozumieniu art. 448 ustawy Prawo zamówień publicznych strony uznają dzień podpisania protokołu odbioru dokumentacji projektowej.” Taką klauzulę dobrze uzupełnić adnotacją w samym ogłoszeniu — jeśli zamawiający publikuje je po odbiorze dokumentacji, warto w sekcji informacji dodatkowych napisać wprost, że umowa obejmuje również nadzór autorski trwający do zakończenia robót budowlanych, a podana kwota dotyczy zrealizowanej części umowy. Stanowisko UZP o publikacji „po ziszczeniu się okoliczności pozwalających na udostępnienie informacji” daje tu pewien margines bezpieczeństwa. Inną drogą jest podział zamówienia na dwie części— dokumentacja osobno, nadzór osobno. Dwie odrębne umowy, dwa ogłoszenia o wykonaniu w logicznych terminach. To rozwiązanie systemowe, ale wymagające uzasadnienia i pozostające w pewnym napięciu z opinią UZP o integralności nadzoru z pracami projektowymi.
Na marginesie warto pamiętać, że od 1 stycznia 2026 r. próg stosowania PZP wzrósł do 170 000 PLN. Umowy na dokumentację projektową z nadzorem o łącznej wartości poniżej tego progu, wszczynane po tej dacie, nie wymagają ogłoszenia o wykonaniu w BZP. Postępowania wszczęte wcześniej — prowadzi się na starych zasadach.
Art. 448 PZP miał być prostym przepisem, a stał się źródłem systemowej niepewności. Cały problem mieści się w jednym niedookreślonym sformułowaniu: „od wykonania umowy”. Dopóki ustawodawca go nie doprecyzuje — albo dopóki organy orzecznicze nie wypowiedzą się w konkretnej sprawie — zamawiający pozostaną z koniecznością samodzielnego wyboru między transparentnością a bezpieczeństwem danych. A najlepszą polisą ubezpieczeniową pozostaje dobrze napisana umowa.
#zamówieniapubliczne #pzp #ogłoszenieowykonaniumowy #art448pzp #dokumentacjaprojektowa #nadzórautorski #noweprzetargi #prawobudowlane #kontrolario #dyscyplinafinansówpublicznych #umowynausługiprojektowe





